W ciągu moich lat pracy, często borykałem się z licznymi problemami podczas napraw leciwych już silników zaburtowych. Ani ja, ani ich właściciele, nie chcieli spisywać na straty silników, które wykonane były w procesach technologicznych charakteryzujących się wysoką jakością materiałów i precyzją. Mimo upływu lat, te silniki nadal miały potencjał, by służyć swoim właścicielom, a moim zadaniem było przywrócenie im dawnej sprawności. Często wymagało to kreatywności, dostosowania nowoczesnych rozwiązań do starych konstrukcji oraz cierpliwości w poszukiwaniu części zamiennych. Jednak satysfakcja z uratowania kolejnego silnika, który mógłby trafić na złom, była zawsze ogromna. To nie tylko kwestia ekonomii, ale także szacunku dla solidnego rzemiosła i historii, którą te silniki niosą ze sobą.
Czasy starego dobrego rzemiosła niestety odchodzą do lamusa. Zastępuje się je wysoko zaawansowanymi technologicznie obrabiarkami i bez mała kosmiczną technologią. Dodatkowo diagnostyka silników od starego „na ucho” przeniosła się do układów scalonych które, choć niezwykle precyzyjne, często pozbawiają nas tego bezpośredniego kontaktu z maszyną, tego 'czucia’ silnika, które przez lata pozwalało mechanikom rozumieć jego potrzeby i problemy. Dzisiejsza diagnostyka oparta na komputerach i skanerach jest oczywiście nieoceniona, szczególnie w przypadku nowoczesnych jednostek napędowych, ale jednocześnie odbiera nam część tej intuicji i doświadczenia, które zdobywało się latami.
Stare silniki zaburtowe, choć wymagające, były jak otwarta księga – każdy dźwięk, każde drganie miało swoje znaczenie. Teraz, gdy wszystko jest sterowane elektroniką, naprawa często sprowadza się do wymiany całych modułów, a nie do precyzyjnej regulacji czy ręcznego dostrojenia. To trochę tak, jakbyśmy tracili tę magię rzemiosła, gdzie każdy mechanik był trochę artystą, a każda naprawa – wyzwaniem, które wymagało nie tylko wiedzy, ale i pasji.
Mimo to wciąż wierzę, że warto pielęgnować te tradycje. Bo choć technologia idzie do przodu, to właśnie w tych starych silnikach tkwi dusza inżynierii – prostej, ale genialnej w swojej konstrukcji. I choć świat zmierza w kierunku automatyzacji, to my, mechanicy, powinniśmy pamiętać o korzeniach naszego zawodu, przekazując tę wiedzę kolejnym pokoleniom, aby nie zginęła w natłoku nowoczesności.
Dlatego jeśli posiadasz zepsuty silnik zaburtowy „Wicher” 😉 , nie wyrzucaj go! Zadzwoń, przyjedź a ja go naprawię.
Pozdrawiam
Tomasz Kwiatkowski @tomcarboat







